Szelest kurtyn

Mimo upływu lat obraz tych wieczorów jest bardzo wyraźny. Czekałam na nie z niecierpliwością, pragnęłam kolejnych i kolejnych. W te dni moja mama zakładała odświętne ubrania i z aksamitnych szkatułek wyjmowała biżuterię, której zazwyczaj nie nosiła. Pięknie układała swoje jasne włosy, twarz ozdabiała subtelnym makijażem i na koniec sięgała po niewielką, elegancką torebkę. W oparach jej delikatnych perfum czułam, że również powinnam ubrać się inaczej, niż na co dzień. Spodnie i bluzy, w których biegałam do szkoły zupełnie nie pasowały do nastroju tych wieczorów.

To były szczególne chwile, w których chciałyśmy czuć się wyjątkowo. Celebrowałyśmy ten czas, nasz czas. Droga do stolicy upływała na niekończących się rozmowach. Na miejscu czekał na nas inny świat – świat teatru i operetki, który moja mama szalenie lubiła, a ja polubiłam go dzięki niej. Teatr był dla mnie miejscem magicznym, w którym absolutnie wszystko było niezwykłe. Eleganccy widzowie, wyściełane velvetem fotele, zdobione balkony i pełna tajemnic scena. Pamiętam swoje emocje na widok podnoszących się lub rozsuwających kurtyn. To była zapowiedź niezapomnianych przeżyć. Pamiętam ekscytację z jaką zajmowałam miejsca w lożach teatralnych, które zapewniały mi najlepsze widoki. Pamiętam śliczne, małe lornetki leżące na miękkich fotelach. Pamiętam gwar wypełniający teatr w czasie antraktów oraz wyczekiwany przeze mnie dźwięk dzwonka obwieszczającego ich koniec. Tuż po nim znowu gasły światła, zapadała cisza i scena należała do tych, którzy sprawiali, że czas zatrzymywał się, a ja przenosiłam się do innej rzeczywistości. Każdy spektakl był jedyny i niepowtarzalny, a ja czułam się jego częścią.

Wciąż kocham teatr.  Z ogromną przyjemnością chłonę tekst słyszany „na żywo”, bez licznych dubli i poprawek. Podziwiam grę świateł i zachwycam się muzyką. Magia, która wypełnia salę teatralną zawsze wywołuje we mnie emocje. Uwielbiam chwilę, w której ze sceny pada ostatnie słowo a publiczność na moment pozostaje w totalnej ciszy zanim złoży ręce do oklasków. Lubię tę ciszę, te sekundy, gdy to, co się wydarzyło może we mnie wybrzmieć bez zakłóceń. Emocje nie opuszczają mnie przez długi czas. Wszystko powoli się układa, przed oczami przewijają się sceny, w głowie dźwięczą słowa, całość domyka się i dopiero wtedy przychodzi czas na refleksje i  dyskusje.

Miłość do teatru zawdzięczam mamie. To dzięki niej i z nią po raz pierwszy przekroczyłam próg teatru. To dzięki niej odkryłam przestrzeń, która jest dla mnie ważna do dziś. To dzięki niej wciąż się zachwycam i z dreszczykiem ekscytacji czekam na szelest kurtyn. Dziękuję mamo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.