Spotkanie z Olą Lubczyńską

Ola Lubczyńska – malarka, portrecistka, dekoratorka. Mieszka i tworzy w Opolu. Jej obrazy  są wyrazem fascynacji kobietami i zdobią ściany wielu miejsc w Polsce oraz za granicą. Mówi o sobie, że robi to, co kocha i kieruje się jedną, ważną zasadą – nigdy nie namaluje obrazu, którego nie chciałaby powiesić we własnym domu.

 

Twoje prace goszczą w wielu wnętrzach. Jakie obrazy są w domu Oli Lubczyńskiej?

U mnie wiszą moje obrazy, które można zobaczyć w zakładce „dostępne” na mojej stronie internetowej oraz puste płótna. Na moich ścianach nie wiszą więc stałe obrazy, cały czas jest rotacja.

Nie masz swojego portretu?

Faktycznie jest jeden mój portret, namalowany przez mojego przyjaciela, Bolesława Polnara. I to jest jedyny obraz, który jest stalą ekspozycją.

A malowałaś autoportrety?

Malowałam, ale ich nie lubię i nie eksponuję. Tak bardzo się na nich idealizuję, że nie jestem do siebie w ogóle podobna. Później  je przemalowuję, ale i tak wciąż nie jestem na nich sobą.

Kobiety, które malujesz też idealizujesz?

Różnie z tym jest. Czasami tak, wedle ich życzeń. Jeśli maluję portret, to zawsze pytam jak on ma wyglądać. Czy ma być bardziej naturalistyczny, czy skorygowany, więc różnie to bywa. Czasami pokazuję wszystko tak jak jest, przedstawiam zgodnie ze stanem faktycznym. Czasem zaś słyszę prośby żeby coś ulepszyć, jakąś część ciała pomniejszyć albo powiększyć.

Jak jest najczęściej? Jak kobiety pragną być pokazane na portrecie?

Na ogół portret ma być taki nieokreślony wiekiem. Żeby było uchwycone podobieństwo, ale żeby przy tych zachowanych rysach, nie można było stwierdzić czy portretowana osoba ma dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat.  

Kto i dlaczego kupuje u Ciebie portret?

Są dwie grupy osób. Pierwsza to kobiety, które same sobie robią  prezent w formie portretu. Druga grupa to przyjaciele, mężowie czy rodzice robiący prezenty innym. Zamawiają portrety dla swojej córki, koleżanki, przyjaciółki  lub żony. To jest chyba sposób na zatrzymywanie czasu, jakiejś ważnej chwili czy wydarzenia. Nie patrzę na to w kategorii próżności. Czasami moje klientki boją się, że portret to przejaw próżności, ale ja tak nie myślę. Uważam, że to fajna sprawa.

Jeżeli ktoś zamawia portret w formie prezentu – niespodzianki, to  nie masz możliwości spotkania się, ani porozmawiania z portretowaną osobą. Jak wtedy pracujesz?

Większość portretów jest tworzona na podstawie zdjęć, ale nie są one malowane fotograficznie. Nigdy nie maluję jeden do jednego z fotografii. Zawsze proszę żeby tych zdjęć było więcej, żebym z wielu kadrów mogła stworzyć sobie obraz danej osoby. Patrząc na sylwetkę w różnych sytuacjach, na twarz w różnych ujęciach, mogę zbudować jakąś historię. Poza tym szukam informacji u osób, które zamawiają te portrety dla swoich bliskich. Później wysyłam swoją pracę do weryfikacji. Czasem są jakieś korekty. Zawsze proszę o akceptację by mieć pewność, że obie strony są zadowolone.

Łatwiej maluje się kogoś, kto zamawia swój portret, kogo masz szansę spotkać osobiście?

Nawet gdy maluję kobiety z Opola czy inne, które mogę spotkać osobiście, to i tak pracuję w oparciu o fotografie. Mimo, że spotykam się z kimś, to te zatrzymane kadry są dla mnie najlepszą wskazówką. Teraz praktycznie nie maluje się tak, jak kiedyś, że ktoś godzinami pozuje. Najważniejsza jest dla mnie rozmowa, ważniejsza nawet niż zobaczenie kogoś twarzą w twarz. Rozmowa pozwala  mi  skupić się na charakterze, pasjach, na stroju, czy kolorystyce. Pozwala mi omówić to, co ma być na obrazie.

Wśród Twoich klientek są takie, które przychodzą po kolejny obraz?

To właściwie jest połowa moich klientek. Jeśli  kupiły jeden obraz czy portret, to wcześniej, czy później wracają. Mam praktycznie prawie cały czas kontakt z kobietami, którym malowałam portrety. Kontaktujemy się, czy to na Facebooku czy Instagramie. Czasem, gdy są w Opolu albo okolicach, to udaje nam się spotkać. To jest bardzo fajne.

Kobiety na Twoich obrazach są wyjątkowe, nastrojowe, piękne. Chyba bardzo je lubisz?

Lubię, są bardzo wdzięcznym tematem. Sama jestem kobietą, lubię też siebie. Jestem otoczona fajnymi kobietami, mam dużo koleżanek, super przyjaciółki, ale to nie ma wpływu na to co robię. Nie ma co dopisywać jakiś historii, po prostu kobiety mnie fascynują i dobrze się je maluje.

A co z mężczyznami, dziećmi?

Czasami maluję portrety mężczyzn, ale bardzo rzadko. Niedługo będę malować pana, który kilka lat temu zamówił u mnie portret swojej żony, a teraz ona  zamówiła do kompletu portret męża. Nie lubię natomiast malować dzieci. Są bardzo trudne do malowania, mają delikatne rysy, nie  tak wyostrzone jak dorośli.  Poza tym dzieci bardzo szybko się zmieniają, więc portret dziecka po roku już jest nieaktualny. W ogóle nie dostarcza mi to przyjemności, choć zdarzało mi się malować dzieci.

Czyli portretu rodzinnego raczej nie uda się u Ciebie zamówić?

Nie. Portret pary jeszcze tak, maluję je czasem, ale rodzinnych nie. Nie sprawia mi to radości i nie przynosi satysfakcji, więc nie biorę się za takie rzeczy. Ja nie godzę się na obrazy, które mi nie pasują.  Nie chcę się bawić w takie rzeczy. Przede wszystkim nie maluję kopii innych obrazów, innych artystów, to jest to czego nie chcę robić. Ale nie maluję też bitew morskich czy pejzaży. Nie podejmuję się wszystkiego, czegokolwiek, żeby tylko zarobić. Mam zasadę, że maluję tylko w swoim klimacie.

Portrety to tylko część Twojej twórczości.

Ja trochę wpadłam w szufladkę z tymi portretami, bo tak naprawdę maluję głównie z głowy, z wyobraźni. Dawno temu, kilka razy pokazałam swoje portrety i później zaczął się na nie  bum. Ale staram się to dzielić w taki sposób, że gdy maluję portret, to nie robię tego w sposób nieprzerwany. Nie potrafię tak pracować, bo to jest dla mnie męczące. Przekładam sobie płótno i maluję z głowy, żeby nabrać trochę dystansu. To wciąż są kobiety, ale totalnie fikcyjne, z wyobraźni. To zupełnie inne tworzenie.

Nie tylko malujesz, ale również robisz reprodukcje swoich obrazów.

Robię reprodukcję niektórych obrazów, których nie mam już od dawna.  Jest ich dziesięć, może dwanaście. Z góry wiedziałam, że będę z nich tworzyć reprodukcje. Trochę ich już sprzedałam. Są bardziej atrakcyjne cenowo niż obrazy. Zdjęcia na mojej stronie tego nie oddają, ale naprawdę prezentują się świetnie. Często ludzie kupują jedną sztukę, tak na rozeznanie, a potem wracają po kolejne. Są rekordzistki, które mają po dziesięć sztuk. Reprodukcje są porządnie zrobione, nabite na takie same, drewniane krosna, co obrazy i drukowane na luksusowym płótnie. Wyglądają bardzo elegancko, choć oczywiście inaczej niż obraz.  Wiadomo, że obraz ma strukturę, ma grudki farby, jakieś przyklejone włosy z pędzla. To jest całkiem inny klimat. Przede wszystkim widać to w momencie, gdy jest włączone światło. Na obrazie, gdy obok jest kinkiet czy mała lampka, to na różnych zakamarkach załamuje się światło. Natomiast reprodukcja to jest płaska tafla, ale wygląda fajnie i jest jakąś  alternatywą.

Tworzysz również grafiki na papierze.

Praktycznie ich nie robię, ponieważ  nie mam czasu. Raczej biorę się za nie wtedy, gdy ktoś napisze lub zadzwoni i je zamówi. Brak mi czasu żeby je tworzyć i zamieszczać na stronie. W ogóle jestem niesystematyczna jeśli chodzi o prowadzenie strony, to jest jeden, wielki chaos. Kupiłam ładny papier oraz ramki i chciałabym zamieścić te grafiki, ale nie daję rady, bo ja ciągle maluję. Ostatnio sobie myślałam, że taki piękny obraz namalowałam, a nikt go jeszcze nie kupił, dlaczego? I nagle weszłam na swoją  stronę i okazało się, że ja go po prostu od dwóch miesięcy nie wrzuciłam na stronę, więc nikt go nie widział.  Albo na przykład mam sprzedany obraz i nie ściągam go ze strony, z zakładki „dostępne” bo zapominam o tym. To jest już klasyka.

Byłam przekonana, że zajmujesz się tylko swoją twórczością, a tymczasem pracujesz na etacie. Chyba rzeczywiście trudno to pogodzić.

Jestem dekoratorem w Castoramie. Różnie wychodzi mi łączenie tej pracy z malowaniem. Ale lubię to co robię, zarówno jedno, jak i drugie. Bardzo cenię sobie pracę w firmie, pozwala mi na bycie między ludźmi. Dzięki niej nie siedzę tylko ciągle przy płótnie.

Uczyłaś kiedyś rysunku lub malowania, a może masz takie plany?

Nie, kompletnie się nie nadaję do takich rzeczy. Nie mam cierpliwości, nie jestem typem pedagoga. Czasami prowadzę zajęcia z dziećmi z niepełnosprawnościami. Ale to nie są lekcje malowania czy rysunku, tylko takie bardziej praktyczne ćwiczenia. Robimy na nich kolaże czy wyklejanki. Mam też kontakt z dorosłymi  niepełnosprawnymi. Świat takich osób  jest mi bliski, mój syn jest autystą. Chodzi do wspaniałej szkoły, tworzonej przez cudownych ludzi. Jestem pełna podziwu dla nauczycieli, którzy tam pracują i jak mogę, to im pomagam.

A od kogo Ty się uczyłaś, kto miał największy wpływ na Twoją twórczość?

Osoby, które wywarły na mnie ogromny wpływ, to dwóch świetnych rysowników, moich mistrzów, nieżyjących od dawna. Są to  Antoni Uniechowski i Jan Marcin Szancer. Mogłabym godzinami oglądać ich ilustracje i podziwiać ich kreskę. To są mistrzowie, którzy potrafili kilkunastoma kreskami stworzyć piękną postać. Daleko mi do nich, ale zawsze z wielką przyjemnością oglądam ich ilustracje i kupuję książki z ich pracami. Na pewno bardzo ważną osobą w moim życiu był Bolesław Polnar, malarz z Opola, również już nieżyjący. Był świetnym portrecistą, malował kobiety. Ta tematyka fascynowała mnie zawsze, jeszcze wiele lat wcześniej, zanim go poznałam. Ale właśnie przyjaźń z nim w jakiś sposób zaważyła na tym co robię, mocniej wpłynęła na moją twórczość.

Malujesz w domu czy masz pracownię poza nim?

Moja pracownia, to jest duży przedpokój mojego mieszkania. To jest moja pracownia, to jest moje centrum operacyjne, tu mi jest najwygodniej. Nigdzie mi się nie chce chodzić, nigdzie znikać, to mi pasuje bardzo.

Masz jakieś rytuały przy malowaniu?

Nie. Mój jedyny rytuał jest taki, że codziennie szykuję sobie wannę pełną gorącej wody i pół godziny w niej leżę, albo rozmawiam ze znajomymi czy przeglądam internet. To jest coś, co muszę zrobić każdego dnia.

Jak długo malujesz portret ?

Czasami jest tak, że maluję go w dwa tygodnie. Muszę mieć jednak chęć i wenę. Czasem zaś jeden portret robię przez miesiąc albo półtora, a to jest bardzo długo. Wtedy to się odbywa na takiej zasadzie, że go odkładam, odwieszam, robię sobie przerwy. Zdarzają się osoby, które bardzo trudno się maluje, takie, które mają bardzo dużo wymagań.

Czy ktoś był niezadowolony do tego stopnia, że oddał Ci obraz?

Nie, ale miałam dość ciekawą sytuację z jednym obrazem. Pan zamówił go dla pani, która chciała mieć portret mojego autorstwa. Przedstawił mi ją w taki sposób, że na tym obrazie jest praktycznie zakonnica, w tym sensie, że jest to bardzo skromna, spokojna, grzeczna osoba. A  okazało się, że pani sama siebie widziała jako demona seksu. Była zła, nie na mnie, tylko na męża, że przekazał mi złe instrukcje oraz dał takie zdjęcia, na których ona wyglądała bardzo nobliwie i spokojnie. Zresztą tak mi o niej również opowiadał.  Ale obraz u nich wisi, może kiedyś będzie jego korekta, albo namaluję drugi obraz.

A może pani  dostosuje się do portretu?

Nie, raczej nie. To fajna, energiczna i wyluzowana kobieta, a przedstawiona została jako nobliwa, wzorowa żona i matka dzieciom.

A Ty jaka jesteś?

Wyluzowana. Do wszystkiego podchodzę na luzie, uważam, że ja nic nie muszę. Różnie bywało w moim życiu, ale tak właśnie jest, że  raz jest się na wozie, raz pod wozem, a fortuna  kołem się toczy. Ja mam zawsze dystans. Nie jestem szczególnie towarzyska, mam fajne grono znajomych, ale nie jestem osobą, która chodzi na spotkania czy do galerii. Ten czas mam już dawno za sobą. Jestem typem domatora, na takim etapie życia, że najbardziej się cieszę, gdy mogę posiedzieć w domu i obejrzeć film. Mam w sobie ciekawość ludzi, lubię z nimi rozmawiać. Ludzie dzwonią, pytają o obrazy, nawiązuje się jakaś więź. Bez znaczenia czy ktoś kupi obraz, czy nie. Zaczynam pytać gdzie mieszka, pracuje, co robi, jestem ciekawa drugiego człowieka. A najbardziej jestem ciekawa w chwili, gdy mam przed sobą puste płótno, ciekawa tego co dalej. Jestem człowiekiem bez planu, kompletnie. Jak maluję portrety to oczywiście staram się robić szkice, uzgodnić kolorystykę, ułożenie postaci. Chociaż są klientki, które zostawiają mi pełną swobodę. Przesyłają zdjęcia i zostawiają całkowicie wolną rękę, nie ingerują kompletnie w nic. I to mnie też bardzo ciekawi. Stoję przed tym pustym płótnem i jestem ciekawa co za chwilę będzie się działo. Myślę, że mężczyźni gdy malują, to bardziej planują, natomiast kobiety chyba działają bardziej spontanicznie, intuicyjnie, sercem.

Podążasz za pędzlem?

Tak, podążam, szczególnie jeśli chodzi o te obrazy, które maluję z głowy. Tam nie ma żadnego, nawet najmniejszego planu. Czasami gdy pójdzie pierwsza kreska to, tak jakbym wychodziła z siebie, stawała obok i patrzyła zadziwiona tym co się dalej dzieje.

Życzę Ci wielu takich chwil zadziwienia i wspaniałych obrazów. Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję. I zapraszam do Opola.

 

2 thoughts on “Spotkanie z Olą Lubczyńską

  1. Mam to szczęście, że poznałem( liśmy) Panią Olę i Jej Rodzinę. Są piękni🙂, a malarstwo Pani Oli jest mi bliskie, z pewnością z powodu sposobu, w jaki Artystka przedstawia Kobiety. No cudne są po prostu. Mamy 3 obrazy i pewnie nie powiedzieliśmy w tej kwestii ostatniego słowa. Wszystkiego dobrego🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.