Miejsca z duszą

Mam słabość do starych murów i zapisanej w nich przeszłości. Podróżując, wypatrzę na trasie  każdy zamek, pałac czy dwór. Zawsze przyciągają moją uwagę, bez względu na to, czy są to zaledwie fragmenty obiektów, czy okazale odbudowany, świecący blaskiem budynek. Wszystkie kryją w sobie kawałek naszych dziejów i mają niepowtarzalny klimat. Intrygują mnie swoją historią, architekturą, a te zachowane lub odbudowane, również zabytkowymi wnętrzami i ekspozycjami. Wielokrotnie przebudowywane, grabione, niszczone – przetrwały do dziś.  

Z wielkim zapałem biegam po fragmentach murów i baszt oraz dziedzińcach, wyobrażając sobie to, czego stanowią jedynie niewielką pozostałość. Często brak wystarczających środków uniemożliwia dokonanie kosztownych rekonstrukcji. Ale coraz częściej, dostępne finanse i chęci, pozwalają zachować cenne ruiny i otoczyć je uwagą, by mogły cieszyć zainteresowanych. Na swojej drodze spotykam również ocalone od zapomnienia, starannie odbudowane zamki i pałace. Wiele z nich to arcydzieła architektury, które pełniły istotną rolę w rozwoju polskiej kultury i oświaty. To tam tworzono wyjątkowe księgozbiory, kolekcje obrazów, rzeźb i ceramiki. To tam kwitło życie kulturalne i towarzyskie. To wokół nich rozkwitała przedsiębiorczość. Podobne znaczenie miały dwory szlacheckie, które wzbudzają we mnie szczególną nostalgię. Kojarzą mi się zarówno z kulturą, jak i troską o zachowanie tradycji oraz walką o przetrwanie polskości. Brutalnie potraktowane przez historię dwudziestego wieku, dzisiaj stanowią jedynie skromne ślady swojej dawnej świetności.

W tych posiadłościach, przez wieki, tętniło życie. Wszystkie przesiąknięte są życiorysami naszych przodków. Była w nich miłość i nienawiść, romanse i spiski, ciężka praca i twórczość, ale również lenistwo i artystyczna niemoc. Były wzloty i upadki, sukcesy i porażki. Te majątki wielokrotnie zmieniały właścicieli, popadały w ruinę, były niszczone wojnami oraz pożarami, znosiły komunistyczną wrogość, ale wciąż są. Istnieją i w specyficzny sposób działają na moją wyobraźnię. Czasem sprawia ona, że słyszę tam stukot końskich kopyt, dźwięki pianina, deklamowane wiersze czy szelest długich, eleganckich sukni. Czasem podsuwa mi obrazy sunących dorożek, zapełnianych farbami płócien na sztalugach albo ogrodów pełnych róż.

Ciągle odkrywam takie punkty na mapie Polski. Szczególnie cieszą mnie miejsca, które nowi właściciele uratowali od całkowitej dewastacji. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak wiele czasu, zaangażowania oraz pieniędzy nabywcy wkładają w to, by przywrócić im dawny urok i rangę. Mam dla nich dużo uznania widząc jak, z poszanowaniem historii i tradycji, potrafią tchnąć w nie nowe życie. W każdym z nich, patrząc na zdjęcia sprzed renowacji i w jej trakcie oraz na efekt końcowy, czuję ogromny podziw i radość. Moim ostatnim odkryciem jest Pałac Cieleśnica na Podlasiu. To przestrzeń wyjątkowa, zaaranżowana z troską o każdy szczegół. Elegancki, klasycystyczny pałac, otoczony rozległym parkiem z oranżerią i stawem, zrobił na mnie niebywałe wrażenie. Chwile spędzone na pięknym tarasie z widokiem na malowniczy park, na długo pozostaną w mojej pamięci. Soczystość zieleni, śpiew ptaków i szum wiatru w koronach starych drzew uspokoiły moje rozbiegane myśli. To miejsce wymarzone na odpoczynek i relaks. Stworzone,by zanurzyć się w jego historii oraz niespiesznie, świadomie pobyć ze sobą i bliskimi sobie ludźmi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.