rumianek

Rumianki

Pamiętam go doskonale – nadspodziewanie ciepły, późnowiosenny wieczór. Leniwa, rodzinna niedziela spędzana w urokliwym krajobrazie niewielkiej wsi, rozlanej między zielonymi pagórkami. Spokojny dzień z dala od  miejskiego tłumu i gwaru. Jeden z tych przynoszących rozluźnienie, odpoczynek, niezmącony przepływ myśli, a czasem nic nierobienie.

Zachodzące za wzgórzem słońce, rozświetlało delikatne chmury, barwiąc je na żółto    i pomarańczowo. Na jego tle dostrzegłam drobną, pochyloną sylwetkę. Moja kochana mama. Siedemdziesięcioletnie, schorowane serce, ciągle dokuczający kręgosłup, coraz gorzej widzące oczy. Zbierała rumianki. Łąka biała od  kwiatów, a wśród nich ONA zrywająca je dla mnie. Wiedziałam to, po prostu. Za chwilę z trudem wyprostuje się i z uśmiechem na twarzy przyniesie mi piękny bukiet. A ja ten widok, będę nosić w sobie przez wszystkie kolejne lata. Gdy myślę o Niej, wciąż widzę ten kruchy kontur na tle nisko zawieszonego, pomarańczowego słońca. Widzę Ją zadowoloną, z biało-żółtymi rumiankami w rękach.

Siła tego obrazu jest dla mnie wyjątkowa. Na trwałe wpisał mi się w pamięć i staje przed oczami w różnych sytuacjach. Nie wiem z jakiego powodu, akurat on. Może dlatego, że dostrzegam w nim ogrom matczynej miłości. A może również dlatego, że  widzę mamę, która wreszcie, choć trochę zwolniła tempo. Całe Jej życie to wielki ruch i pośpiech. Nigdy nie umiała wolno chodzić. Zawsze w pędzie, zawsze w niedoczasie. Taki typ. Dziś już nie musi się spieszyć, ale wciąż to robi. Kupić, załatwić, ugotować, poprasować, przypilnować, dopilnować, być. Zawsze była i jest, blisko, tuż obok. Samodzielna i dzielna. Pomocna i wspierająca. Na szczęście, chwile, takie jak te wypełnione powolnym zbieraniem kwiatów,  zdarzają się Jej coraz częściej.

Pamiętam wiele naszych wspólnych momentów i różnorodnych doświadczeń. Jej śmiech i  chwile szczęścia, łzy i dramaty. Jej dumę ze mnie, radość z mojej radości, smutek moim smutkiem. Uwielbiam dotyk Jej delikatnych, chłodnych dłoni na mojej głowie. Wciąż je tam kładzie, a ja niezmiennie odczuwam spokój i bezpieczeństwo. Wiem, że te dłonie i  rumianki pozwolą mi wiele przetrwać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.